u-filipinki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2004

…i weź się tu człowieku na tym wszystkim znaj…
Ech… popsułam komputer. Nawet nie wiem jak. W ubiegłym tygodniu notka, o tym, że wydałam na niego sporą część moich oszczędności, że jest dla mnie bardzo ważny, a wczoraj totalnie przestał działać. Diagnoza: skończył się 40sto gigowy twardy dysk. Nawet roku nie doczekał;-(. Umarł twardziel, a wraz z nim wszystkie dane jakie od lipca gromadziłam. Zero bekapów. Cała książka adresowa z programu pocztowego, istotne zapiski łordowe, eMPetrójki, mnóstwo fotek, no i wspaniały pulpit z Farkusem. Nie mam nadzieji na odzyskanie całej zawartości moich trzech partycji. Może gdybym była posłanką, tworzącą nowe ustawy, jakiś informatyk zainteresowałby sie pomocą w odzyskiwaniu danych po formacie, a tak to… trzeba sie pogodzić, że było – minęło.
Piszę ja tą notkę, mimo awarii, na moim notbuku. Płytka z Knoppixem 3.2 pozwoliła mi się połączyć z netem. Pulpit z wielkim okiem i pani, która do mnie mówi matrixowym głosem, jakoś mnie nie przekonują do dalszego zaprzyjaźnienia się z alternatywą Windowsa.
Pan w austryjackim serwisie MAXDATy, przyjął zgłoszenie o usterce. Jutro doktor przyjedzie po mojego laptopa i postara się go wyleczyć. Na wtorek kompik ma być wyleczony i mam nadzieję, że hospitalizacja odbędzie się w ramach dwudziestocztero miesięcznej gwarancji.

Wam pszczółki moje kochane dam pewną radę. Róbcie bekapy od zaraz!

Marzenie

Brak komentarzy

Chciałabym mieć mieszkanie. Gdzie można kupić coś, za 3000 euro, bo tyle właśnie udało mi się zgromadzić pracując w Austrii? Taki mój kącik, żebym miała gdzie wracać po pracy, żeby była tam kuchnia, łazienka, miejsce na łóżko, moje książki, kwiaty, płyty. Żebym na ścianach mogła powiesić różne zdjęcia. Żeby w okolicy było bezpiecznie. Żeby był w pobliżu park albo las albo jakaś ścieżka do miłych spacerów. Żeby był przystanek autobusowy, z którego mogłabym, co rano odjeżdżać do pracy. Czy jest gdzieś takie miejsce???
Chciałabym mieć mały domek. Taki z parterem i piętrem i strychem. Żeby na dole była kuchnia, salon, toaleta, a na górze sypialnia, pokój do pracy, pokój dla dzieci i łazienka z wanną i prysznicem. Żeby w piwnicy było pomieszczenie do prania, suszenia i prasowania, a na strychu typowa graciarnia rupieci z przeszłości i takich, co to „się jeszcze mogą przydać”. Ten domek może być na wsi, z dala od zgiełku i syfu wielkiego miasta. Żeby był duży ogród warzywny i kwiatowy. Potrafiłabym o to zadbać. Znalazłoby się wtedy miejsce dla kotka, którego chciałabym również mieć.
Zbyt mało mam oszczędności na spełnienie moich marzeń. Jak ludzie to robią, że obracają tak wielgachną kasą? Że potrafią ją szybko zarobić i równie szybko wydać. Ja pracuję od tylu lat i najdroższym zakupem, jaki dotąd dokonałam, był laptop za ok. 5 tys. złotych.

gut bezahlt – dobrze płatny
der Verdienst – zarobek

Dłonie

Brak komentarzy

Spoglądam na nie każdego dnia. Na te moje spracowane dłonie. Za trzy miesiące skończę 27 lat a od jakiś 8 zarabiam sama na siebie głównie sprzątając. Mam serdecznie tego dosyć. Moje dłonie też. Najlepsze laboratoria produkują kremy, które średnio są w stanie mi pomóc. Posmaruję nimi ręce, a za chwilę i tak muszę je zmoczyć. Wciąż trzeba coś pozmywać, gdzieś coś na mokro zetrzeć, wyprać ręcznie. Przed kilku laty Wiktor powiedział, że widzi po moich dłoniach, że potrafię pracować.
Ja osobiście mam ogromny szacunek do ludzi, którzy wykonują pracę brudzącą im ręce. Nie odsuwam się z obrzydzeniem od robotników, stoczniowców, górników widząc brud za ich paznokciami. Często przecież nie da się go już zmyć. To dopiero musi być ciężka praca i chwała im za to, że ją wykonują!

der Beruf – zawód
die Hand – ręka

Deszczowy łikend w Salzburgu.
Zastój na moim blogu.
Jest o czym pisać, a tak ciężko mi się za to zabrać.
Mówią „przesilenie wiosenne” – ciekawe, że u mnie trwa ono przez cały rok.
Wciąż nie wiem, co ze mną będzie, co mam robić?
Pod stosem książek i notatek z niemieckiego ugina się biurko, a mi się nie chce uczyć.
Ech, życie…
Wracać czy nie wracać?
Zostać czy wyjechać?
A może Anglia, tam jeszcze nie sprzątałam.
I tak leci dzień za dniem…

die Weile – chwila
stundenlang – godzinami

@ Cynamonek

Brak komentarzy

Po 18stu dniach zobaczyłam Twój opis na gg. Domyślam się, że to czysty przypadek, że ustawiłeś go z innego kompa, gdzie w power gg nie byłam dodana do listy tych, dla których opis ma być niewidoczny. Ja i tak czekam, żeby to nie był przypadek, żebym mogła wiedzieć, co się z Tobą dzieje. Może to jeszcze trochę musi potrwać…

der Zufall – przypadek
Vorzeigen – pokazać

Wysłałam do Was karteczki, ale dopiero dzisiaj. W Dniu Waszego Święta zatapiam się we wspomnieniach związanych tylko z Wami. Życzę Wam pogodnej wiosny i lata i jesieni i zimy też fajnej. I żebyście były szczęśliwe!
Agnieszka – moja siostra duchowa, Mistrzyni, najważniejsza kobieta w moim życiu.
Madzia – fantastyczna koleżanka ze szkoły pracowników socjalnych, ta od słoneczników, zdjęć, wspólnych zawodowych praktyk i domku w Wiślince.

die Welt – świat
ab wann – od kiedy?

Humor

Brak komentarzy

Dostałam ostatnio mejlikiem taki oto dowcip. Nie będę go fołardować do znajomych, uwiecznię go na moim blogu. To oczywiście kontynuacja wątku o cukrze, o którym pisałam kilka notek temu. Swoją drogą WIELE PRAWDY w tej wypowiedzi.

Jeden z komentarzy do informacji: „A cukier drożeje…”:
Ja też przygotowuję się na podwyżki. Mam włączone przez dzień i noc wszystkie odbiorniki energii, bo ma zdrożeć. Nawet komórkę ładuję non stop. Na zapas. Wodę zbieram do wiader, kupiłem w hurcie 50 sztuk. Co się nie zmieści to zamrożę. W pobliżu jest spora prywatna piekarnia, jestem już po rozmowie i właśnie podjechał tam TIR z mąką, a właściciel przyjął czterech nowych pracowników. Najgorzej jest z mlekiem, bo nie wiem czy kupić krowę i trzymać w pokoju, czy kupić mleko w kartonach, co zajmie dużo więcej miejsca. Od dziś zero piwa – aż wejdzie czeskie po 2,- zł flaszka. Dwie tony cukru kupiłem już miesiąc temu, są zmagazynowane w piwnicy zamiast węgla, tylko muszę jeszcze ochroniarza nająć. Słyszałem, że zdrożeje też prasa, więc już teraz zamówiłem trzyletnie prenumeraty 146 podstawowych czasopism – czego nie przeczytam, to sprzedam z zyskiem. Pozostała mi do załatwienia kwestia papierosów, ale w hurtowni jakoś dziwnie na mnie patrzą, nie wiem, o co chodzi. Wziąłem na to wszystko 6 kredytów i zacznę je spłacać od maja. Jestem spokojny, jeżeli większość zrobi tak jak ja, koniunktura na polskim rynku zapewniona od zaraz!

nun – teraz, więc
sogar – nawet
pummeling – puszysty

Wielkanoc

1 komentarz

Wstałam 20 minut po 4tej. Rezurekcja rozpoczęła się o 5:00 procesją do pięknego ogniska po Światło. Taka tu jest tradycja, że przez pierwszą godzinę nabożeństwa wszystko dotyczy symboliki Światła. Msza ma swój moment kulminacyjny w chwili, gdy wstaje słońce. I coś pięknego w tym jest. Zmartwychwstanie. Liturgia trwa do 7:00, potem część parafian rozchodzi się do domów, część z wielkimi koszami wypełnionymi jadłem, zbiera się w sali i je świąteczne śniadanie. Troszkę inaczej niż w Polsce, gdzie pokarmy, wodę i świecę święci się w Wielką Sobotę. Tutaj ‚cuzamen’ na rezurekcji.
Po nie-tradycyjnym świątecznym śniadaniu wraca się do domku. Dzisiaj w Salzburgu padał rozciapany śnieg, co popsuło trochę coroczny rytuał szukania słodyczy w ogródku. To takie fajne biegać wokoło domku z koszyczkiem i zaglądać pod każdą roślinkę, czy nie ma tam ukrytych haribosów, milk, marsów, dropsów:-)
Resztę dnia spędziłam samotnie w moim pokoju. Pogapiłam się na Meg Ryan (chciałabym mieć jej urodę) w filmie „Kate & Leopold”, zrobiłam kilka ćwiczeń z niemieckiego i przeczytałam jeden rozdział z książki, którą dzisiaj dostałam od Pani Hani. Ale o tym będzie kolejna notka.
Mazurki wyszły dobre, sernik jednak ma w sobie zbyt mało cukru. Muszę pamiętać następnym razem, że ten austriacki ser jest bardzo oszukany i trzeba słodzić zupełnie inaczej niż w przepisie.

Pewnie nie czytasz mojego bloga. Wysłałam Ci dzisiaj list, może i jego też nie przeczytasz, ale dla mnie było bardzo ważne, żeby go napisać. Schowałam też w jedno miejsce wszystkie rzeczy, które mi o Tobie przypominają. Nie było to łatwe, ale skoro ma mi pomóc w zdystansowaniu się do przeszłości, to próbuję…

Pójdę już spać.
Dobranoc zające!

das Feuer – ogień
klug – mądry

Postanowiłam sobie, że następne święta wielkanocne spędzę w Polsce. Koniczenie!
I oczywiście jeśli tylko będzie taka możliwość pragnę gościć u mojej cudownej rodziny w stolicy.
Tak to od lat bywało, że Wigilię spędzałam w Gdańsku z Urbańskimi, a Wielkanoc w Warszawie z Jasińskimi.
BOSZ! Jak ja za Wami tęsknie! I za świętami w Waszych domach.

die Familie – rodzina
der Onkel – wujek
die Tante – ciocia

Sprzątam swój pokoik. Niewielkie pomieszczenie w sporym domu. Dwa okna, w tym jedno takie dachowe, bo mój pokój jest na poddaszu. Przekładam szpargały. Wiele ich mam. Przyjechałam tu z dużym plecakiem i torbą podróżną. Myślałam, że spędzę tu 12 miesięcy. Zostałam na dłużej. Przez ten czas, sporo uzbierało się tu moich rzeczy. A to jakieś nowe ciuchy, a to książki, które zawsze sobie przywożę z Polski, a to płyty z filmami, no i oczywiście wszystko, co związane jest z nauką niemieckiego: słowniki, książki do gramatyki, zeszyty, programy komputerowe.
Pomyślałam, że gdybym teraz chciała się wyprowadzić, chociażby wrócić do Polski, z pewnością nie dałabym sobie sama rady. Nierealne wydaje się przewiezienie tego wszystkiego pociągiem, autokarem, czy busem. W grę wchodzi tylko prywatny transport samochodem. Kto miałby ochotę wpaść po Marysię i jej graty do Salzburga?;-)

der Umzug – przeprowadzka
der Transport – transport


  • RSS