u-filipinki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2005

:-)

1 komentarz

To ja już sobie pojadę:-)
Do zobaczyska w Polsce.
I Wesołych Świąt Wam życzę!

Piękny wiosenny dzień. Wstałam o 6:30, to już naprawdę mój ostatni poranek w Salzburgu. Jutro o tej porze będę jechać do Warszawy. Święta z rodziną.
Do biura pojadę rowerem.

Podziękować bym tu chciała.
Wiernym i niewiernym czytelnikom :-) z zainteresowanie moim blogiem i za trud komentowania. Myślę, sobie, że nawet mimo tego pewnego ciężaru, który roztoczył się wokół mojego pisania i tak blogowanie było fajnym pomysłem. Odreagowywałam sobie tutaj gosposiowe stresy i te wynikłe z miłości, też:-)
Tym wszystkim popaprańcom, z ircowego kanału, na którym spędziłam o wiele za dużo godzin, ale nie żałuję. To też było mi pewnie potrzebne, żeby przetrwać w .at:-)
Dziękuję tym wszystkim mega cierpliwym znajomym, którzy wysłuchiwali moich smutów, wspierali, radzili, co robić.
Dziękuję mojej kochanej rodzinie z Gdańska i z Warszawy za wszystko.
I za przesyłki analogowe dziękuję, wszystkim ich nadawcom.
I za to, że niektórym chciało się do mnie przyjechać i mogłam im pokazać to naprawdę piękne miejsce.
I za aparacik malutki dziękuję, bo każdego dnia się bardzo cieszę, że go mam.
I za wystaranie miejsca na serwerku dla mnie, żebym mogła fotki na bloga dodawać, też wielkie dzięki.

Cudownie, że Was mam!

Ufff

1 komentarz

Aleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee jestem zmęczona.
To był ciężki dzień, za wyjątkiem tych godzin spędzonych miło z Izą i jej dziećmi. Byliśmy na spacerze, wiosennym już.
Przed chwilą uporałam się z wszystkimi obowiązkami, jakie miałam do spełnienia dla tego domu. Odkurzacz zamiast znieść ładnie na dół do schowka, najchętniej zrzuciłabym ze schodów. Bosz, jak ja go nienawidzę. Nie udało mi się osiągnąć dna pojemnika z rzeczami do prasowania. Wyprasować to będzie musiał ktoś inny.
Ostatni raz wzięłam do ręki mopa, by umyć wszystkie kaflowe podłogi.
Ledwo żyję.

Histeryzowałam przy pakowaniu.
Może to i dobrze, że byłam sama, bo chyba nikt nie mógłby tego zdzierżyć. Tyle rzeczy mi się nie zmieściło, pojadą jutro ze mną do ICNM, wrzucę je do kartonu. Ech… plecak jestem w stanie udźwignąć, to jedna pozytywna myśl, bo mam jeszcze walizkę i torbę. Obym sobie poradziła w Krakowie.

Zadzwonił do mnie wierny czytelnik szarego bloga, z Niemiec, ten, co to wolałby, zamiast smutów o uczuciach, notki o mojej bieliźnie:-) pożyczył mi szczęścia na nowej drodze życia. To był taki miły telefon. Kocham takie niespodzianki.
I na gg dostałam kilka życzeń i tu na blogu w komentarzach. Za każdą dobrą myśl, bardzo dziękuję, przydają mi się mocno!

Jutro na 9tą idę popracować do biura, zarobić ostatnie euro, odebrać zaświadczenie, że pracowałam w firmie o międzynarodowym zasięgu. Potem przygotuję kolację dla familii, już ostatnią.

Przyjadę kiedyś do Salzburga, ale, jako Frau Maria B. a nie, jako Putzfrau. To dla mnie strasznie ważne, głównie, dlatego teraz stąd wyjeżdżam.

Rozwieszę jeszcze jedno pranie i pójdę spać.
Następna noc w aucie.

kto tak naprawdę na mnie czeka?
znowu nie wracam do domu, tylko do Polski…
proszę bądź…

Jutro

2 komentarzy

oddychać i ufać
i przeżyję najbliższe 3 dni

Spław

3 komentarzy

Żeby, choć trochę złagodzić uczucia wynikłe z odrzucenia, przypomniałam sobie te wszystkie poprzednie, kiedy to byłam uczuciowo zaangażowana i musiałam się pogodzić z męskim ‘nie’. Nie było tych sytuacji wiele, ale każda bardzo bolała. Poradziłam sobie, żyje, mimo że wtedy umierałam.
A zaczęło się dawno dawno temu.
Miałam pewnie 11 lat, mieszkałam w niewielkiej miejscowości oddalonej 80km od Lublina. Mój tata postanowił dać mnie na przechowanie do babci, bo charakter jego pracy, nie pozwalał mu się mną zajmować. Był rybakiem na statkach dalekomorskich, rejsy trwały pół roku. Wrócił z takiego rejsu i zadzwonił do babci. To było na kilka dni przed świętami. Rozmawiałam z nim przez telefon i obiecał mi, że na święta się spotkamy, powiedział o prezentach, które przywiózł dla mnie z Kanady.
Zaprawiłam się w podróżach między Lublinem a Gdynią, dobrze znałam rozkład pociągów, wtedy był tylko jeden, który przejeżdżał bezpośrednio przez tą miejscowość. Tata miał przyjechać rano. I ja, gdy tylko się przebudziłam, czekałam na niego w oknie, wyglądałam, czy już idzie od stacji. Nie przyjechał, ani tego dnia, ani następnego. Bo? Bo jego kobieta chciała spędzić z nim święta, no to z nią został. Wtedy po raz pierwszy zostałam odrzucona.
Matka (moja babcia) bardzo krzyczała na swojego syna.
Być może kiedyś, gdy usłyszę kolejne ‘spadaj mała’ odpowiem ‘nie, to ty spadaj!’. Teraz jednak nadal mnie takie sytuacje ranią i trochę czasu upływa nim dochodzę do siebie.

Przynajmniej 10ciu mężczyzn czyta mojego bloga i się w sumie zastanawiam, czemu?
Bo przecież ja ogólnie piszę dużo o uczuciach, a podobno faceci tego nienawidzą. Nie lubią, gdy kobiety mówią o emocjach i oczekują tego samego od nich.
To dla mnie jakaś zagadka.
Wam to nie przeszkadza, że ja tak dużo piszę, o tym, co czuję?:-)

W domu tylko ja. Peter pojechał z Kordianem do Wiednia, przyjadą razem z Ceci, Julią i Cyprianem w czwartek. Może uda im się zdążyć na 18stą, by się ze mną pożegnać.

A ja pamiętam jak w ubiegłym roku obiecałam sobie, że następne jajkowe święta spędzę w Polsce. Bo ostatnie dwa lata, byłam w Salzburgu.
Obietnicy dotrzymałam, chociaż gdybym wcześniej wiedziała, że w ICNM jest tyle pracy dla mnie, to odpuściłabym sobie ten wyjazd. Każdy dzień pracy to przynajmniej 20€.
No, ale nie kasa jest dla mnie naj.

Zimno mi, popijam czerwone wino i myślę sobie, że gdyby wielkanoce śniadanie posiadało wigilijną tradycję dodatkowego nakrycia, dla zbłąkanej duszy, niespodziewanego gościa, to zapukałabym do pewnych drzwi, pewnej rodziny, w pewnym mieście. Z uśmiechem na twarzy zapytałabym czy mogę zasiąść z nimi do stołu. Nie sądzę, że ktokolwiek za progiem by się na to zgodził, ale od sądzenia są sądy, ja chciałabym to sprawdzić:-)
Spoko, spoko, takiego numeru im nie odstawię, ani teraz, gdy będą dzielić się jajkiem ani w grudniu przy opłatku.

Jeszcze tylko dwie noce prześpię w moim nowym łóżku.
Jeszcze tylko przez dwa dni ten dom będzie moim domem, a pokoik moim pokojem.
A potem podróż i cóż masz dla mnie moja ojczyzno? Pewnie gówno, ale co tam i tak jadę!:-)

Pożegnanie z Panią Izą było wzruszające. Tysiące esemesów z wyznaniami miłości, miliony telefonów, lub mejli ze słowami wdzięczności, uznania, szacunku, czy jeszcze innych pięknych uczuć, absolutnie nie zastąpiłyby tych kilku ostatnich chwil, które spędziłyśmy ze sobą. Pani Izabela powiedziała mi, że mnie pokochała, że jestem dla niej bardzo ważna, że mogę na nią liczyć. Niespełna rok się znałyśmy, a stworzyła się między nami wielka więź. 63 lata różnicy, szmat życia.
Szczere łzy rozstania.

A Ty kiedykolwiek płakałeś, przy pożegnaniu bliskiej, ważnej Ci osoby?

Jak można żyć, nie wyrażając swoich uczuć??? Takie życie musi być bardzo nieuczciwe i ubogie. Tak bez przerwy se wmawiać, że się nic nie czuje, albo się odpowiednio znieczulać, odcinać. Fu!

Spotkałam się na małe gadugadu z Irminą.
Wieczorny chłód w Salzburgu, ale wszędzie widać już wiosnę, szczególnie na uśmiechających się ludzkich twarzach. Podeszło do mnie dwóch facetów, pozdrowili mnie, podali dłoń. A jak odeszli to usłyszałam, jak jeden do drugiego powiedział ‘ona na pewno ma się dobrze’.

10 cebulek kolorowych frezji kosztowało 1.45€, kupiłam sobie. Jeszcze nie wiem gdzie je posadzę, ale przecież frezje tak ślicznie pachną, kwitną akurat w wakacje, może znajdę dla nich jakiś skrawek ziemi w tej betonowej stolicy.

Jakoś czuję, że nie rozstaję się z Salzburgiem na zawsze. Pokochałam to miasto i być może nadejdzie kiedyś taki dzień, że znowu tu przyjadę na dłużej. Bywało mi tu bardzo bardzo ciężko, ale i tak myślę, że jestem szczęściarą. Mieszkałam w jednym z najpiękniejszych, obleganych przez turystów miast. Ludzie płacą ogromną kasę, by móc przespacerować się po Getreidegasse i sfocić dom, w którym urodził się Mozart, dla mnie to była codzienność. I Alpy.

Wedle mojej zasady, mimo że potrafię kochać zwierzaki, priorytetem jest zawsze człowiek. Zatem gdy schodzę do kuchni, w pierwszej kolejności robię herbatę i kanapki, dopiero potem karmię koty, psa i świnkę morską. Tak wyglądają czekające na łiskasa głodomory.



To beznadziejne, gdy człowiek kocha drugiego i tak bardzo się tym cieszy, ale nikomu nie może o tym powiedzieć, nie może ogłosić swojego szczęścia całemu światu. Musi z tego robić tajemnicę. To beznadziejne, smutne i trudne.

Amarylis

1 komentarz

Amarylis od 5 dni wygląda tak, jak to uwieczniłam na zdjęciu. Zaledwie trzech tygodni potrzebował, do tego by zakwitnąć sześcioma ogromnymi kielichami kwiatów. Jest piękny!



Kolejny wiosenny dzień, chociaż czuje się jeszcze spory poranny chłód. Spędzę kilka godzin w biurze, wieczorem pojadę do Pani Izy, chyba się już z nią pożegnam.

Przestraszyłam się trochę swojej ułomności, jaka wynika z zarabiania i obracania obcą walutą. Przygotowałam sobie moje polskie złotóweczki, żeby mieć na bilet w Krakowie. Trzy razy musiałam liczyć, by w końcu ostatecznie stwierdzić, że mam 15zł60gr. Czyli na bilet w intersickiej promocji, który kosztuje 36zł, to mi nie wystarczy:-( ale damserade.

Klamka

1 komentarz

Przepisałam na komputerze kilkanaście numerów telefonów, ważnych dla Pani Izabeli. Użyłam czterdziestkidwójki, będzie mogła je odczytać bez swojej lupy. Poprosiła mnie o mój polski numer, bo chce być ze mną w stałym kontakcie. Dopisałam go do tej listy.
Cieszę się, że miałam okazję poznać Panią Izabelę, mam nadzieję, że się zdecyduje na podróż do Krakowa, wtedy na pewno spędzę z nią czas w Polsce.

Wczoraj dokonała się tysięczna odsłona na snupkowym blogu, nie wiem, kto był tym właśnie odwiedzającym, ale za to wiem, że tysiącpierwsza była bejbe:-)

Na gg mam opis: ‘znalazłam na ulicy wypukła kartę kredytową i co teraz?’
No i wciąż dostaję przeróżniaste sugestie. Ludzie są tacy śmieszni. Tak naprawdę to miałam ochotę zapłacić nią za zakupy w merlinie, kupiłabym sobie książkę i dvd. Ale to była tylko taka moja zachcianka, karta leży obok i pewnie już dawno jest zablokowana.

Tortu z poprzedniej notki się nie doczekałam, ale znalazłam w zamrażalniku apfelsztrudel, który kupiłam sobie kiedyś na czarną godzinę. Chyba dzisiaj była taka moja czarna godzina:-)
Zaledwie 30 minut pieczenia, a takie pyszne ciasto!

Nie będę prasować koszul mojego męża, ponieważ:
a/. będzie prasował je sam
b/. będzie to robiła firma prasująca koszule
c/. będzie miał wszystkie koszule non-iron
d/ nie będę miała męża
A może właśnie będę prasować koszule. I to z największą przyjemnością. Hu nołs?:-)
Od czternastego roku życia wyprasowałam 984389257783567843675267856 męskich koszul i jeszcze trzy muszę wyprasować, dopiero się wyprały i schną.

Zrobiłam fotę najładniejszej klamki, jaką dotąd widziałam. Podoba się Wam?:-)



Dostałam mejlem zdjęcia Jasia, popłakałam się ze wzruszenia. Już niedługo zobaczę go nie tylko na fotach.

Umyłam okna w pokoju jadalnym i w moim. Muszę jeszcze wyprasować 6 koszul, posprzątać w łazienkach, rozwiesić pranie i włączyć pralkę z nowym.

Czy bycie z facetem, który nie ma telefonu komórkowego i mejlowego konta, daje gwarancje na to, że ewentualna decyzja o rozstaniu zostanie przekazana bezpośrednio, a nie poprzez smsa lub mejla?

Mam ochotę na ogromny tort. Z makiem. Albo z masą orzechową. Albo z kawową. Albo z truskawkami. Obojętnie. Byleby cały był dla mnie:-)

Kaczuchy dwie wczoraj spotkałam.




  • RSS