u-filipinki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2005

Zwijam kramik.
Blogi moje wygasną za 3 miesiące, bo nie będę dodawać już nowych notek.
Dzięki wielkie dla Maciusia i Porzeczka za stworzenie i saport dizajnów.
Czytelnikom dziękuję za uwagę i komentarze.
Bądźcie szczęśliwi i bądźcie dla siebie dobrzy.
Żegnajcie!

A Kreciki myślały, że Mamóśa będzie pracować w telewizorze:-)

Łzy

1 komentarz

Smutno mi.
Długo nie mogłam zasnąć.
Obudziłam się bardzo wcześnie.
Cały ranek i przedpołudnie płakałam.
‚A rycz sobie dalej’ – pomyślał po przeczytaniu tej notki.

Lokum

Brak komentarzy

Byłam dzisiaj w mieszkaniu, które stanie się na jakiś czas moim domem. Pokoik do remontu, tzn. do pomalowania, do wyrzucenia wykładziny obrzydliwej, wypastowania parkietu, wstawienia jakiejś meblościanki z odzysku (dizajn lata 70siąte). Będzie dobrze i ładnie za jakiś czas.
Fajnie, że się znaleźli w tym wielkim mieście ludzie, którzy chcą mi NAPRAWDĘ pomóc.
Ekipa malarska, ekipa do przewiezienia kartonów z moimi rzeczami, ofiarodawcy mebli. Sama bym sobie nie poradziła.
Zamieszkam w samym centrum Warszawy, dwa kroki od Hotelu Forum, trzy kroki od stacji metra, pięć kroków od sklepu z czeskimi wyrobami (KRECIKI!!!) i jak najdalej od…
Zostałam sąsiadką (medialnej) rodziny Figurskich. (Ten) Michał zaproponował mi możliwość pracy. Skorzystam, na ten czas, bo przeciez bardzo lubie to robić.

Poza tym już nie mogę słuchać pytań ‚co z robotą?’
Nie wiem co na nie odpowiadać.
Fabryka, w której miałam pracować, nie podpisała (jeszcze?) ze mną umowy.
Przeczytałam dzisiaj każde ogłoszenie w dodatku do Gazety Wyborczej…

Znalazłam sobie takie jedno miejsce w tej wielkiej Warszawie, gdzie czuję się trochę lepiej niż w pozostałych. To jest wanna w łazience mojego wujostwa. Ilekroć jest mi niefajnie, a jakoś w ostatnim tygodniu jest mi tak codziennie, wchodzę do wanny, nalewam malinowego płynu do kąpieli, wyciągam się i leżę. A woda się leje i leje, a dzieci w Afryce umierają z pragnienia. Już mam coraz wiecej afrykańskich istnień na sumieniu. Ale gdy wychodzę z takiej gorącej, pachącej kąpieli, to jakby jestem trochę weselsza. Szkoda, że takich kąpieli nie mogę robić sobie nocą. Bo dla mnie wieczory i noce są tutaj zdecydowanie najtrudniejsze.

I po zjedzeniu bitej śmietaniy też mi jest bardzo fajnie;-)

Pewnie i takie jest, tylko, że ja nie zawsze potrafię to dostrzec.
Moja nieobiektywna perespektywa…
Oczy mnie szczypią, bo znowu bardzo płakałam.
Za każdym razem, gdy ryczę, marzę o tym by to był mój ostatni tak wielki płacz. Ale przychodzi kolejny dzień, kolejne problemy, z którymi sobie nie radzę, kolejne niezaspokojone potrzeby, niespełnione obietnice, uświadomione oszustwa/kłamstwa wobec mnie, a ja w poczuciu totalnej bezradności reaguję na to płaczem (oni nazywają to histerią).
Boli.
Bardzo mnie boli ta cała sytuacja.
Dzisiejszej nocy osiągnęłam dno smutku. Już chyba bardziej smutna być nie mogę niż jestem teraz. Ciągnie się za mną jakieś poczucie wykorzystania. Powinnam dostać Nobla za naiwność – w tym zdecydowanie jestem najlepsza. Tak łatwo uwierzyłam i zaufałam w te wszystkie deklaracje. I kurwa nadal wierzę.

Spotkałam się wczoraj na dwie godzinki z moim Mistrzem. Akurat przejeżdżał przez Warszawę. Ten czas wystarczył by opowiedzieć o tym, co ostatnio wyprawiam. Przestałam być grzeczną dziewczynką. Sama nie mogę chwilami uwierzyć, że robię to, co robię. Pytanie tylko, czemu? Agnieszka zna odpowiedź, ja nie. W ile jeszcze takich pierdolonych sytuacji muszę wejść, żeby zrozumieć, że one prowadzą tylko do…

Kupiłam sobie kartę miejską. To taki tutejszy elektroniczny bilet miesięczny na tramwaje, autobusy i metro.
Mam się niedługo przeprowadzić do wynajętego mieszkania w samym centrum Warszawy.
W poniedziałek jadę do urzędu pracy. Nie wiem czy będą chcieli mnie zarejestrować bez warszawskiego meldunku. Zresztą przecież nie mam nawet niewarszawskiego.
Pracy nie mam, ale to temat na inną notkę, której nigdy nie dodam na bloga. (histeryzuję)
Serwis MAXdaty nie uznał pisma, które im wysłałam. Twierdzą, że nie ma podstaw do wymiany komputera, bądź przedłużenia gwarancji. Zatem muszę ponieść konsekwencje, że kupiłam notbuka tej firmy. To nie była moja decyzja, ale nie mam do nikogo o to pretensji. (histeryzuję)

O samobójcach mówi się, że są egoistami. Że odbierając sobie życie zaburzają innym spokój, odbierają radość, rozwalają plany. Dla jednych popełnienie samobójstwa to szczyt tchórzostwa (ucieczka w śmierć, przed stawianiem czoła problemom), dla innych to przejaw odwagi.
Co by było, gdybym ‘wpadła’ pod wagonik nadjeżdżającego na stację metra? Wkurwiłabym z pewnością tłumy ludzi spieszących się do domu, do pracy, na randkę…
Codziennie przemieszczam się po Warszawie metrem. I gdy czasem słyszę jak trąbi, to staję sparaliżowana. Potwornie głośny i okropnie brzmiący dźwięk ostrzegawczy. Nie chciałbym go słyszeć w chwili mojej śmierci.

Powróciły kompleksy. Z jakąś ogromną siłą.
Jej wygląd.
Nie ciało, bo ono jest OK.
Ona obserwuje ludzi.
Patrzy na te kobiety, które już na pierwszy rzut oka mają swoja klasę, swój styl, które potrafią ślicznie się ubrać, uczesać, zrobić staranny makijaż.
Ona też chciałby być taka kobietą.
Zatęskniła za swoją mamą. Za dorosłą kobietą małej dziewczynki. Za możliwością włożenia butów na obcasie o 7 numerów za dużych. Za powkładaniem do mamusiowej torebki swoich skarbów i tym samym stania się na jakiś czas jej właścicielką. Za dziecinnie roztartym różem, pudrem, za pomadką na ustach, za cieniami do powiek, za tym wszystkim, co mama ma w swojej kosmetyczce i co można od niej ‘pożyczyć’. A są jeszcze mamusi szale, apaszki, rękawiczki, biżuteria.
Gdy mała dziewczynka, w formie zabawy, wyciąga te wszystkie rzeczy z szaf, uczy się jak być dobrze wyglądającą kobietą. Być może już wtedy, nieświadomie, nabiera dobrego smaku, swoistej elegancji. Być może wyrośnie na kobietę z klasą.
Ona takiej mamy nie miała…

Warszawka

1 komentarz

Jest dziwnie…
Zbiłam dzisiaj talerz, gdy zmywałam naczynia po śniadaniu.
Spoźniłam się na spotkanie, bo siedząc w swoim pokoju, zamyśliłam się i przegapiłam godzinę wyjścia.
Przejechałam stację metra, na której miałam wysiąść, bo zaczytałam się w książce.
Najchętniej niewychodziłabym z łożka.
Przeraża mnie przyszłość.
Histeryzuję, bo przecież aż tak źle nie mam.
W odczuciu niektórych mam wręcz rewelacyjnie.
Pierwszy raz w życiu na maxa załuję, że się zakochałam. Mimo że tak mi wtedy było dobrze, teraz zdecydowanie sobie nie radzę. Za trudne to jest. Czekam aż mi przejdzie.

Okazuje się, że seks bez miłości też może być fajniutki.

Ze śmiercią Jana Pawła II już zawsze będzie mi się kojarzyć suma 15 milionów złotych. ZAWSZE!!!

O wyborze nowego papieża dowiedziałam się będąc w stolicy dolnej Bawarii, Passau, gdzie zatrzymałam się na nocleg z K, w mieszkaniu P, w drodze do Polski. Towarzyska rozmowa przy dobrym winku, w języku niemieckim, której się przysłuchiwałam, została przerwana przez komunikat, nadany przez bawarskie radio.
‘Habemus papam’ zabrzmiały słowa, a po nich te kilkadziesiąt sekund napięcia.
A ja przez tą pieprzoną kasę miałam w głowie tylko jedno: to najlepszy moment na puszczenie reklam w historii telewizji:-) Gdyby kardynał ogłaszający światu nowego następcę św. Piotra, po łacińskim zwrocie wypowiedział zaledwie jedno zdanie wzorując się na prowadzących telewizyjne konkursy, czy teleturnieje: ‘Kto zwyciężył dowiemy się po krótkiej przerwie’, potentaci telewizyjni zbili by nie lada fortunę. To była jedyna szansa bym zapomniała o tych piętnastu milionach złotych. Niewykorzystana szansa;-)

Żeby nie było, że nie ostrzegałam.
Musicie wiedzieć, że jeśli mnie nie poprosicie o dyskrecję, to prędzej lub później fakt naszej znajomości, jaka by ona nie była, zwykła czy niezwykła, może być ujęty w moich zapiskach. Zatem może być tak, że przeczytacie kiedyś o sobie na moim blogu. To takie małe ryzyko znajomości z kimś, kto lubi pisać, kto pisze bloga:-)
No risk, no fun, prawda? :-)
Ale Ty się martwić nie musisz, nie przeczytasz już tutaj o sobie-)

3×1979 + 2×1959 = 5 :-)))

Wróciła do Polski po niespełna trzech latach spędzonych w Austrii. Pracowała tam jako gosposia. Dzisiaj chodzi ulicami stolicy i zmaga się ze swoimi myślami. Pytanie ‘co będzie dalej?’ którego absolutnie nie powinna sobie zadawać, każdej nocy wybudza ją ze snu. Koszmary w jej głowie ustawiają się równiutko jak płyty dvd w wypożyczalni. Codziennie jakaś nowa wizja przyszłości. Czarna wizja.

Chwilami udaje jej się wrócić do Tu i Teraz. To takie dobre dla niej momenty.
Gdy rozmawia z rodziną i znajomymi.
Ona lubi pogaduchy.
Gdy pali w ognisku ogrodowe pozimowe śmieci na działce wujostwa.
Ona lubi pracę w ogrodzie.
Gdy na łąkach podczas spacerów wyszukuje purchawek i z ogromną ekspresją je rozdeptuje.
Ona lubi jak purchawki wybuchają ‘kurzem’.

Uwolnić się od zmartwień. To też byłoby dla niej szczęście…
Dostać pracę i wynająć mieszkanie.
Tylko tyle ona potrzebuje.
A może aż tyle?…


  • RSS