u-filipinki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2005

Różne

Brak komentarzy

Jeśli ktoś Ci pomoże, to ile czasu potem powinieneś być/czuć się wdzięczny? Całe życie?!

Andrzejki dzisiaj. Wywróżyłam sobie nowe lokum, wróżba spełni się niebawem.

Zaledwie w ciągu ostatnich tygodni trzy różne osoby, w rozmowie ze mną, zapytały, jakie skończyłam studia. Ech…. ‘Żadne’ – musiałam odpowiedzieć, bo przecież nie studiowałam.

W jednym tygodniu dwóch mężczyzn podzieliło się ze mną ‘kremową historią’. ‘Kremową historią’ nazwałam opowieść/zwierzenie o dziewczynie, która pyta swojego partnera czy kupi jej kremik np. do twarzy za około 300zł, bo to dla niej stanowi wyznacznik jego miłości. Przeraża mnie próżności takich panienek i nie dziwie się wcale facetom, którzy odstawiają je na bok. Gdzie te laski mają mózg?

Mam dwie nowe koleżanki. Sonię i Ulę. Z Sonią spędziłam już kilka wieczorów, dziewięciomiesięczną Ulę poznałam w ubiegłym tygodniu. Cieszę się, że mogę się nimi opiekować, że mam dodatkową pracę.

Członkostwo w klubie na onetowej sympatii wygaśnie i nie zamierzam go odnawiać. Wystarczy tej przygody.

Cierpliwość – jej najbardziej teraz potrzebuję. Ponad wszystko! Powoliiiiiiii, nie spiesząc się, małymi, prostymi krokami… dotrę, tam gdzie moje miejsce, u boku… na tej dziwnej planecie.

Znowu się zgubiłam. Całe szczęście nie na długo.

W sobotę poranek rodzinny w kinie Muranów. Sala prawie pełna. Krecik przyciąga swoich wielbicieli do kina.
W niedzielę mafiny, grzane wino, piękna róża i spacer.
W poniedziałek oglądanie nowego lokum, terapia, na którą się mocno spóźniłam i jeden wielki płacz, który zakończył się dopiero wczoraj około 18stej. Było ciężko. Ale już po wszystkim, dzisiaj naprawdę się z tego śmieję, bo jak inaczej reagować na tą dziwną sytuację, która mnie spotkała?
Prawdopodobnie w sobotę przeprowadzka.
Żałuję, że zawiodłam ludzi którzy gorąco mnie wspierali i wierzyli, że tym razem będę potrafiła być asertywna, że się za nic nie dam, że zadbam o swoje prawa.
Poprosił mnie najukochańszy człowiek na świecie. Uwierzcie mi, takim ludziom się nie odmawia.
We wtorek praca, po pracy druga praca. A potem pogaduchy. Jak mnie te pogaduchy, mimo że przy piwie, otrzeźwiły. Bozia cały czas czuwa. Co rusz podsuwa kogoś, kto podaje mi swoją dłoń.
A dzisiaj środa.
Pan środa – jakby to Garfield powiedział:-)

oni: Krzysiek, jeden Piotr, drugi Piotr, pani Teresa, Łukasz, Maciek, Grzegorz, Grażyna.



Dreamer

Brak komentarzy

Wyszukałam w mojej walizce z muzyką, przedostatnią płytę Ozziego Osbourna.
Najnowszą, którą widziałam wczoraj w empiku, chyba spiracę, bo mnie na nią nie stać.

A oto ‘kołysanka’ na dzisiaj:

Gazing through the window at the world outside
Wondering will mother earth survive
Hoping that mankind will stop abusing her sometime

After all there’s only just the two of us
And here we are still fighting for our lives
Watching all of history repeat itself
Time after time

I’m just a dreamer
I dream my life away
I’m just a dreamer
Who dreams of better days

I watch the sun go down like everyone of us
I’m hoping that the dawn will bring a sign
A better place for those Who will come after us …
This time

I’m just a dreamer
I dream my life away oh yeah
I’m just a dreamer
Who dreams of better days

Your higher power may be God or Jesus Christ
It doesn’t really matter much to me
Without each others help there ain’t no hope for us
I’m living in a dream of fantasy
Oh yeah, yeah, yeah

If only we could all just find serenity
It would be nice if we could live as one
When will all this anger, hate and biggotry …
Be gone?

I’m just a dreamer
I dream my life away
Today
I’m just a dreamer
Who dreams of better days
Okay
I’m just a dreamer
Who’s searching for the way
Today
I’m just a dreamer
Dreaming my life away
Oh yeah, yeah, yeah

Ustawiłam dzisiaj na półce w biurze, obok innych trofeów, dwa Złote Spinacze jakie wręczono wczoraj przedstawicielom naszej fabryki.



(poranny seks)

Czas

Brak komentarzy

Wczoraj skończyłam czytać „Cesarza” Ryszarda Kapuścińskiego. Dzisiaj sięgnęłam po „Szachinszacha”.
Poniżej mój ulubiony fragment książki „Heban” tego samego autora.

Wchodzimy do autobusu i zajmujemy miejsce. W tym momencie może dojść do starcia dwóch kultur, do zderzenia i konfliktu. Stanie się tak wówczas, jeżeli pasażer to przybysz, który nie zna Afryki. Człowiek taki zacznie rozglądać się, wiercić i pytać: „Kiedy odjedzie autobus?”. „Jak to – kiedy?” – odpowie zdumiony kierowca. – „Kiedy zbierze się tyle ludzi, aby cały zapełnili”.

Europejczyk i Afrykanin mają zupełnie różne pojęcia czasu, inaczej go postrzegają, inaczej się do niego odnoszą. W przekonaniu europejskim czas istnieje poza człowiekiem, istnieje obiektywnie, niejako na zewnątrz nas, i ma właściwości mierzalne i linearne. Według Newtona czas jest absolutny: „Absolutny, prawdziwy, matematyczny czas płynie sam przez się i dzięki swej naturze, jednostajnie, a nie zależnie od jakiegokolwiek przedmiotu zewnętrznego”. Europejczyk czuje się sługą czasu, jest od niego zależny, jest jego poddanym. Żeby istnieć i funkcjonować, musi przestrzegać jego żelaznych, nienaruszalnych praw, jego sztywnych zasad i reguł. Musi przestrzegać terminów, dat, dni i godzin. Porusza się w trybach czasu, nie może poza nimi istnieć. One narzucają mu swoje rygory, wymagania i normy. Między człowiekiem i czasem istnieje nierozstrzygalny konflikt, który zawsze kończy się klęską człowieka – czas człowieka unicestwia.

***

Inaczej pojmują czas miejscowi, mieszkańcy tej ziemi. Dla nich czas jest kategorią dużo bardziej luźną, otwartą, elastyczną, subiektywną. To człowiek ma wpływ na kształtowanie czasu, na jego przebieg i rytm (oczywiście, człowiek działający za zgodą przodków i bogów). Czas jest nawet czymś, co człowiek może tworzyć, bo np. istnienie czasu wyraża się poprzez wydarzenia, a to, czy wydarzenie ma miejsce czy nie, zależy przecież od człowieka. Jeżeli dwie armie nie stoczą bitwy, to bitwa ta nie będzie miała miejsca (tzn. czas nie przejawi swojej obecności, nie zaistnieje).

Czas pojawia się w wyniku naszego działania, a znika, kiedy go zaniechamy albo w ogóle nie podejmiemy. Jest to materia, która pod naszym wpływem może zawsze ożyć, ale popadnie w stan hibernacji i nawet nie-bytu, jeżeli nie udzielimy jej naszej energii. Czas jest istnością bierną, pasywną i przede wszystkim – zależną od człowieka.

Całkowita odwrotność myślenia europejskiego.

W przełożeniu na sytuacje praktyczne oznacza to, że jeżeli pojedziemy na wieś, gdzie miało po południu odbyć się zebranie, a na miejscu zebrania nie ma nikogo, bezsensowne jest pytanie: „Kiedy będzie zebranie?”. Bo odpowiedź jest z góry wiadoma: „Wtedy, kiedy zbiorą się ludzie”.

Jeśli akurat nie czytam to słucham:
Maria Peszek MIASTO MANIA
Anna Treter MOŻE TAK, MOŻE NIE
Hey ECHOSYSTEM – od wczoraj, bo sąsiad sprezentował:-)

Takie tam…

Brak komentarzy

Samolot, wcale nie tanich linii lotniczych, wylądował ze mną na pokładzie we Frankfurcie. Odnalazłam lotniskowy peron i przeszłam na drugi samolot.
I tyle śniegu było w Wiśle.
Rok temu:-)

A dzisiaj nie ma śniegu. Ten pierwszy, który spadł wczoraj stopniał. Przynajmniej w centrum Warszawy.

Przed Pałacem Kultury ‘rośnie’ ogromna choinka. Zastanawialiśmy się dzisiaj w pracy, jakiego koloru będzie miała ozdoby.

Zadzwoniła jedna pani z polecenia drugiej pani, żeby zapytać czy nie chciałabym opiekować się jej córeczką. Chciałabym, pojadę na spotkanie.

A sąsiad (celebritis) zapytał, co robię na Sylwestra, bynajmniej nie po to, żeby mnie gdzieś zaprosić:-) Z chęcią zaopiekuję się jego córeczką. Plan jest taki, żeby w tą specjalną noc zgromadzić kilka dzieci, których rodzice bawić się będą na hucznych balach, policzyć za opiekę specjalną stawkę i tym samym wejść w Nowy Rok bez długów:-)

znowu odważenie zaczęłam marzyć:-)

Tchibo

1 komentarz


http://www.tchibo.pl/

Pamiętacie moje ochy i achy jakie roztaczałam na blogu pod kątem sieci sklepów Tchibo?
Oczywiście, że nie pamiętacie, bo to było dawno i niektórzy wtedy nie czytali moich blogowych zapisków:-)
W każdym razie wyjeżdżając z .at wiedziałam, że tych sklepów będzie mi w Polsce bardzo brakować. Nałogowym sprawdzaniem, co jest w nowej kolekcji zaraziłam nawet Kordusia. Nie mogłam przejść obok takiego sklepu obojętnie, musiałam wejść i choć chwilkę pogapić się na te gadżety. Nie ukrywam, że trochę przywiozłam ich do .pl.
I przywiozłam marzenie, by w końcu ktoś (może ja?) wpadł na pomysł rozszerzyć sieć o rynek polski.

Śledziłam czasem przez wuwuwu co Tchibo ma nowego/fajnego, by w razie czego poprosić choćby Izkę o zakup i przesłanie tego do mnie.

Jakieś dwa miesiące temu spaceruję Nowym Światem, patrzę i oczom nie wierzę. JEST!
Wchodzę, oglądam, przeliczam ceny. Takie same jak te w euro, tyle, że teraz nie stać mnie na tego typu zakupy.

W ubiegłym tygodniu, wybrałam się do Tchibo po coś co już raz zakupiłam. Przed rokiem. Ale zgubiłam w autobusie i już nie udało mi się znaleźć.
Przed sklepem mimo deszczu rozłożony czerwony dywan – pomyślałam – jakiś event, więc pewnie zamknięte. W sklepie pełno ludzi, kelnerzy roznoszący przekąski i wino. Jakaś kobieta otwiera mi drzwi i z szerokim uśmiechem zaprasza do środka, przepraszając za pewne uniedogodnienia. Wchodzę. 90% gości rozmawia po niemiecku. Podchodzi do mnie mężczyzna (Polak) i życzy udanych zakupów. Obok stoi jego małżonka. Pytam, czy jest właścicielem. Odpowiada, że jest tu dyrektorem zarządzającym. Na co ja przedstawiam się, podaję mu dłoń i zaczynam opowieść o tym, jak to przez 3 lata byłam jedną z najwierniejszych klientek sklepów tej sieci w Salzburgu, że ogromnie się cieszę z dotarcia tej marki na polski rynek, że niewiele jest sklepów, które charakteryzuje tak wysoki profesjonalizm w obsłudze klienta, że życzę sukcesów w rozwoju firmy i że inne bla bla bla. Wypowiadam te słowa z ogromnym entuzjazmem i zaangażowaniem, aż tu Pan mi przerywa i proponuje dołączenie do ekipy pracowników. „Proszę koniecznie przysłać do mnie swoje aplikacje, poszukujemy kadry kierowniczej nowych punktów, na stronie internetowej znajdzie pani adres, albo proszę bezpośrednio tutaj zostawić CV.”

Rewelacyjna przygoda w deszczowy wieczór:-)

Pytanie mam: Jakie jest średnie miesięczne wynagrodzenie w tym naszym kraju co? Bo nie wiem.

otworzyć rano oczy i już więcej się nie bać…



Takie tam…

Brak komentarzy

Codziennie idąc do pracy, mijam mężczyznę na wózku inwalidzkim. Ma obie nogi amputowane powyżej kolan. W jeden ręce trzyma kartkę z wydrukowaną prośbą o pomoc, w drugiej prawie zawsze telefon komórkowy. Pisze smsy albo rozmawia.

Do tramwaju wsiadła klasa z podstawówki. Chłopiec spostrzegł przejeżdżający samochód i powiedział do kolegi: ‘patrz Citroen Berlingo, już od dwunastu tysięcy…’ wydeklamował całą frazę z reklamówki, nie zapamiętałam, reklamy nie znam. On ma ją niejako ‘wyrytą w mózgu’. Właśnie dlatego nie lubię reklam. Strasznie zaśmiecają nam głowy.

Wystawy sklepowe już świąteczne. Za wcześnie!

Szlaczek zrobiony. W pomarańczowe słoneczka.

Wczytałam się w savoir vivre znaleziony na jakimś portalu. Zaciekawiły mnie opisy dobrych manier. Swoją drogą, bardzo przydatne.
Np. „W restauracji. Zamawiaj sprawnie, aby nie dawać sygnałów o braku zdecydowania.”
Już dwa razy okazałam niezdecydowanie co do zamawianej herbaty:-) Zdecydowanie to ja frytki potrafię zamówić, bo wiem, że je lubię i chcę:-)
„W restauracji. Gdy nie ma osoby, która wskazuje miejsce, mężczyzna idzie przodem, wybierając stolik oraz miejsce, które umożliwia widok całej sali, proponuje je kobiecie.”
W sobotę widziałam całą salę w wedlowskiej czekoladziarni:-)

„Ukryte” – w moim odczuciu interesująco-zagadkowy film. Haneke (reżyser) jest mistrzem dekonspirowania ukrytego bezsensu życia, utopii i iluzji.

Zaniosłam przesyłkę na dworzec. Dzisiaj jakoś tak spokojnie, bez niepojętych tłumów. A może trafiłam po prostu na taką cichą godzinę?

chciałabym zniknąć…

Nostalgia

Brak komentarzy

To, że ostatnio niewiele piszę, nie znaczy, że się nic nie dzieje.
Dzieje się bardzo dużo.
Głównie we mnie.
A tym nie chcę się dzielić, zwłaszcza na blogu.

Dwa lata minęły w listopadzie odkąd powstało moje blogowisko.


  • RSS