u-filipinki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2006

Podpisałam umowę przedwstępną.
Zapłaciłam właścicielce zaliczkę.
Nie było przy mnie ani mamusi, ani tatusia, ani walizki pieniędzy w spadku po babci.

Jutro krok następny, rozpoczęcie starań o kredyt mieszkaniowy.
Trzymacie kciuki prawda?:-)

Księga wieczysta – to pojęcie kojarzy mi się, nie wiem czemu, z jakąś księgą kościelną.
A przecież to zupełnie coś innego.
Tylko co?
Co to tak naprawdę jest księga wieczysta, po co robi się w niej jakieś zapisy, czemu to ma służyć???

Jutro

Brak komentarzy

Jutro podpisuję umowę przedwstępną.
Dalsze kroki w kierunku zakupu domku zależeć będą od tego czy dostanę kredyt mieszkaniowy w banku.
Czytelników mojego bloga, wierzących w Boga, proszę o modlitwy bym taki kredyt dostała.
Buddyści niech na tą intencję pomedytują, a całą resztę proszę o trzymanie kciuków i pozytywne myśli.
Kreciki od tygodnia modlą się do Panabogakrecika, bo mieszkanko ma być prawie na Pradze:-)
Oby się ódało.

P.S.

Brak komentarzy

Ja rozumiem, że można mnie nie lubić, nienawidzić i takie tam.
Ale skoro tak, to czemu w ogóle się mną interesować, czytać moje notatki?

Ciekawe…

1 komentarz

„Internet jest dla wszystkich” – powiedział.
Ma oczywiście rację.
Nie mogę zabronić nikomu czytania moich zapisków, które umieszczam w wirtualnej przestrzeni.
Ale mogę się bardzo bardzo dziwić, tym, którzy poznali mnie osobiście, śledzą moje pisanie, natomiast teraz absolutnie nie chcą mieć ze mną jakiegokolwiek bezpośredniego kontaktu.
Interesujące.
Naliczyłam już takich trzech.
Najbardziej frapuje mnie Wiktorek, ale zaraz za nim w kolejce ustawił się Łukasz i Tomek.
Ciekawe czemu tak mają…
A zresztą…
Chyba wiem czemu…

To mnie zdecydowanie przerasta.
Nie potrafię.
Nie potrafię nawet zacząć, bo w tym wypadku początek jest zdecydowanie najtrudniejszy.
Początek, czyli decyzja, które mieszkanie na rynku wtórnym ma stać się tym moim.

Ogłoszeń jest mnóstwo.
Trzeba wybrać kilka, zadzwonić do agencji, umówić się na spotkanie, obejrzeć i zadecydować czy się właśnie takie akurat chce.

Klikam, czytam i się od razu poddaję.
To dla mnie za trudne.

Ogrzewanie elektryczne nie. Wielka płyta nie. Spółdzielnia nie. Do remontu nie. Słyszę różne ostrzeżenia czego na pewno nie powinnam kupować. Za dużo tego. Odechciewa mi się całego tego zachodu, choć z drugiej strony, tak bardzo pragnę mieć już to za sobą. Już się w końcu przeprowadzić do siebie.
Ech…

Chciałabym po prostu, żeby mi ktoś to mieszkanie kupił. Tzn. ja pokryję wszelkie koszty, ja będę spłacać kredyt, chodzi tylko o uporanie się z ogłoszeniami, agencjami, wyborem.
Taki telefon: ‘mam mieszkanie, przyjedź tylko, zobaczyć czy ci pasuje, jeśli tak, to za nie zapłacisz.’

Są ludzie, którzy po prostu znają się na kupnie nieruchomości. Posiadają informacje o stanie kamienic w różnych dzielnicach stolicy, wiedzą ile gdzie płaci się za metr, potrafią przewidzieć czy kupno mieszkania w tym miejscu będzie dobrą inwestycją.
A ja? JA NIE MAM O TYM POJĘCIA!
Potrzebuję pomocy.
Rzetelnej.

Miałam bardzo dużo pracy.
Byłam nieustannie śpiąca.
Marzłam.
Chodziłam na dworzec po przesyłki.

Pomagałam przy evencie Renault. Wręcz w tej pomocy błyskawicznie dwukrotnie awansowałam. Punkt 8 listu rozesłanego do wszystkich zaproszonych gości brzmiał:
„W hotelu podczas meldunku z ramienia Renault Polska będzie Pani Maria B., która będzie Państwu służyła radą i pomocą w przypadku jakiegokolwiek problemu.”
W tym hotelu panie recepcjonistki odsyłały gości do mnie, mówiąc: „oto pani organizatorka, wszystko państwu wyjaśni” – a przecież ja nie byłam żadną organizatorką:-)

Dostałam drugą w tym roku podwyżkę. Jestem przeszczęśliwa. Wzrósł mój zakres obowiązków, ale akurat o to, co bardzo lubię robić.

W piątek wieczorem wyjechałam z Warszawy, wróciłam dzisiaj po południu. Spędziłam cudowny łikend z wujostwem w ciupeńkiej miejscowości między Siedlcami a Mińskiem Mazowieckim. Spacerowaliśmy w zimowym słońcu, było tak jasno, że mrużyłam oczy, wygrzewaliśmy się przy kominku, graliśmy w rumikuba i omnibusa, oglądaliśmy tiwi (nawet udało mi się obejrzeć cały jeden film, w publicznej telewizji). Prawdziwy, dobry wypoczynek. Lenistwo. Regeneracja sił.

Pomyślałam kilka razy idąc bardzo wolnym krokiem na autobus, że ja to bym chciała iść już na emeryturę.

Niemłoda już kobieta, siedziała w tramwaju, a ja obok niej stałam. Spojrzała na mnie raz i drugi, po czym zapytała, czy chciałabym usiąść. Propozycję ustąpienia mi miejsca zaproponowała ponownie. Zapewniłam ją, że nie chcę siadać. Ona pomyślała, że ja jestem w ciąży. Przyjrzałam się sobie w lutrach naszej windy. Grube swetry, telefon komórkowy, karta i klucze do biura, zawieszone na szyi, szalik, na to płaszczyk i istotnie brzuch mój wydaje się być ogromny. Ciążowy taki:-) Opowiedziałam historię w pracy, a szefunio zapytał: ‘ale nie jesteś w ciąży?’

Miałam sen, że aparat, który mi zginął 3 tygodnie temu jest w mieszkaniu na Nowogrodzkiej. Istotnie w tamten pechowy poniedziałek, byłam tam po kilka swoich rzeczy. Ale czyżbym go wzięła ze sobą, a potem zapomniała zabrać?

Wyszłam z domu w środę 8 lutego o 7:30, wróciłam o 2giej w nocy, właściwie to już był 9 lutego. Nie mogę powiedzieć, żebym mieszkała na Franciszkańskiej. Ja tam raczej tylko nocuję:-)
Tylko jedna osoba na świecie (oprócz właścicielki mieszkania), wie dokładnie pod jakim adresem się zatrzymałam. Gdybym zachorowała, gdyby mi się coś stało…
Nikt poza nim, nie wiedziałby, gdzie mnie szukać…
Nikt chyba nie wie, że tylko on wie…

samodzielność
samotność

Środa

1 komentarz

8:00 – 16:00 Eskadra
17:00 – 19:30 Ula
21:00 do którejś tam Sonia
Bardzo pracowity dzień.
Jutro podłączę się chyba do cysterny z pepsi, żeby tylko nie zasnąć.

Zastanawia mnie, czemu Wiktor i Tomek czytują moje zapiski. Przecież obaj mnie nienawidzą. Dziwne…

Ten kogo przepraszam wie, że to o niego chodzi i wie też za co, prawda?
Wybacz…

Teatr

Brak komentarzy

Wieczór spędzony na przedstawieniu „Słomkowy Kapelusz” okazał się być niezwykle zabawnym. Przypomniało mi się jak bardzo lubię chodzić do teatru, jakim ogromnym podziwem darzę aktorów. Po spektaklu zwiedziłam kulisy. Stanęłam na deskach sceny (tej samej, na której grały i Szczepkowska i Janda), widziałam rekwizytornie, mnóstwo kostiumów, perukarnie i garderobę pana… no właśnie! Kazimierza Kaczora!
Może to niedobrze, że ja tak utożsamiam aktorów z ich rolami, przez które najbardziej zapadli mi w pamięci. Za nic nie mogłam się powstrzymać, by wychodzącemu z pokoju ‘dźwigowemu’ nie zadać pytania o ALTERNATYWY. Kołek czy Kotek?!:-) Odpowiedział, że przeczytał już scenariusz pierwszego odcinka nowego serialu, że oczywiście w nim zagra, że wybuch gazu zniszczy poprzedni blok i wszyscy przeniosą się na ul. Dylematu5 i że nie może zdradzić kto będzie nowym gospodarzem. Szkoda:-) ale już ja użyję swojego wywiadu by tą informację zdobyć jak najszybciej.



Okazało się, że z mojego przystanku w kierunku pracy odjeżdżają jeszcze dwa inne autobusy. A ja dotąd zawsze uparcie czekałam na 175. Dzisiaj poznałam inną ciekawą drogę w kierunku Millenium Plaza. Jechałam do pracy autobusem 174. Oj żebyście wiedzieli na jakim przystanku wysiadłam, fiu fiu :-)

Jestem notorycznie/chronicznie/przewlekle śpiąca. Zdecydowanie powinnam była w listopadzie zapaść w sen zimowy. Nie męczyłabym się jak teraz.
Każdego ranka po przebudzeniu około godz. 7mej przysięgam sobie, że zaraz po pracy, jak tylko wrócę do domu, położę się spać. Tylko, że najczęściej zaraz po pracy jadę do drugiej pracy i w domu pojawiam się w okolicach 21szej. Jedno się zgadza. I tak od razu kładę się spać.


  • RSS