u-filipinki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2006

To nie jest notka o remoncie mojej łazienki, o wymianie prysznica na wannę:-)

W końcu się doczekałam. W poniedziałek przekazałam majstrowi klucze od mieszkania z instrukcjami i zachciankami odnośnie oczekiwanego wyglądu pokoiku.
Tym samym ustaliliśmy, że na ten czas wyprowadzę się z mieszkania. W niedzielę przenosiłam moje graty na strych, Bogu dzięki, że mam takie zaplecze, gdzie mogę to wszystko składować.
Z wtorku na środę nocowałam w fabryce, na sofie. Obudziłam się rano i już byłam w pracy:-) Kolejne noce aż do jutra spędzam u Zuzi i Kuby. Oni wyjechali na działkę zostawiając mi klucze od mieszkania. Do pracy jeżdżę metrem z Racławickiej, niby szybko, ale taki tłok i ścisk. Może to i lepiej, że jeszcze nie ma metra na Pragę, autobus, który wozi mnie do pracy, nie jest aż tak strasznie oblegany. Wygodniejsza podróż.

Z&K mają to, czego ja nie mam, czego mi bardzo brak, a czego mieć się nie dało w mojej łazience. Mają wannę.
Może to jakaś opatrzność jednak podsunęła mi do zakupu mieszkanie z mikroskopijną łazienką. Bowiem pewne jest, że gdybym miała wannę to wydawałabym fortunę na płyny do kąpieli. Po całym zabieganym, nerwowym, napiętym dniu, wieczorna kąpiel w gorącej wodzie z tym wszystkim, co kosmetyczny świat wymyślił, aby uprzyjemnić te chwile, jest moim odrodzeniem. Kocham leżeć w wannie.
W przyrodzie musi być równowaga, nie wydaję na kosmetyki związane z kąpielą, ale za to uwielbiam to wszystko, co intensywnie, ślicznie (dla mnie) pachnie i nawilża skórę po kąpieli. Już kiedyś pisałam, że najbardziej zadowolona jestem z mleczek, balsamów i kremów Yves Rocher. Łączą doskonałą jakość z przystępną (dla mnie) ceną.

Czasami jak mam wszystkiego kompletnie dość, to myślę: ‘ja chcę do mojego łóżka, ja chcę pod moją kołderkę, muszę się schować przed całym światem’.
Czasami jak mam wszystkiego kompletnie dość, to marzę o cudownej, gorącej, długiej kąpieli.

wanna bitej śmietany:-)

Zegarki

Brak komentarzy

Jechałam do pracy autobusem. Na przeciwko mnie siedział mężczyzna, taki pewnie w wieku mojego ojca. Spojrzał na mój zegarek i zrobił taką charakterystyczną zadumaną minę, jakby się delikatnie uśmiechnął, tak jak się uśmiechamy, gdy pojawi się w naszej głowie jakieś miłe, odległe wspomnienie.

Po moich przodkach mam tylko te dwa zegarki, a i one nie są jakieś zabytkowe, stare, nie mają wartości antykwarycznej. Ale dla mnie są bardzo ważne.
Dostałam je od mojej babci, mówiła, że były pierwszymi zegarkami, którymi jej matka kupiła po wojnie. To zegarki mojej prababci. Były bardzo zniszczone, ale pan doktor zreanimowaj jak mógł najlepiej. Bardzo lubię je nosić.



Andrzej Rybiński
Nie liczę godzin i lat

Wschodami gwiazd i zachodami,
Odmierzam czas liści kolorami
Odmierzam czas nie używając dat
Czekaniem na niespodziewane,
Straconych szans rozpamiętywaniem
Odmierzam czas, nie używając dat

Nie liczę godzin i lat, to życie mija nie ja
Bliżej gwiazd, bliżej dna jestem wciąż taki sam
Wciąż ten sam
Nie liczę godzin i lat, to życie mija nie ja
Z kilku dni w morzu dat własny swój znaczę ślad
Własny ślad

Zużytych słów przesypywaniem,
Gubieniem dróg i odnajdywaniem
Odmierzam czas, nie używając dat
Bez godzin i bez kalendarzy,
Długością dni i zmiennością zdarzeń
Odmierzam czas, nie używając dat

Cisza

Brak komentarzy

Twórcza cisza zapanowała na moim blogu.
Z dwóch powodów.
Jednym jest praca.
Drugim…
… zaczęły się spełniać moje marzenia.
Trwa remont mojego eM 1.
Rozpoczynam studia.
W przyszłym tygodniu polecę samolotem i bynajmniej nie będzie to podróż w komunikacji krajowej:P

Praca

Brak komentarzy

Chciałbym już iść na emeryturę…

Smuteczek

1 komentarz

W warszawskim oddziale fabryki mam najlepszy monitor. Duuuuży. Tak duży, że się mogę za nim schować. I nikt mnie nie widzi.
Gdy się złoszczę, gdy czuję się bardzo napięta, bezradna, zmęczona, to lecą mi niekiedy łezki. Tak po prostu, nie sposób ich powstrzymać.

Niby mam tyle powodów do dumy i radości, a jednak…
Tak bardzo mi smutno.

Cały czas się boję.

How do you solve a problem like Maria?

Ciocia przeczytawszy reportaż, wyrwała go z czasopisma, włożyła do koperty i przysłała mi wraz z kartką, na której napisała:
‘Maryś, nie bądź głupia, jeśli nie możesz być w NYC to ciesz się Warszawką. Gdańsk zawsze na Ciebie czeka i Bytów i Siedlce i Radom i inne pipidówki.’
Artykuł ciekawy, taki akurat dla mnie i taki akurat o mnie. Czyli o ludziach, którzy znaleźli się w stolicy, głównie, dlatego, że dostali tu pracę. O tym jak im tu jest, jak się czują i co myślą o tubylcach.

Ta sama ciocia wróciwszy z urlopu we Francji, po wyjściu z samolotu skierowała do mnie pierwsze słowa:
‘Maryś, jakie tam bogactwo, w jakim ty przepięknym miejscu mieszkałaś.
Są chyba tylko dwa takie na świcie: Lazurowe Wybrzeże i Kalifornia.’
Parsknęłam śmiechem. ;-)

Takie tam…

Brak komentarzy

W fabryce od dwóch osób usłyszałam dzisiaj, że brakowało mnie przez te dni (w piątek urlop, poniedziałek w delegacji).
To oczywiście miłe wiedzieć, że jest się potrzebnym.
Ale z drugiej strony… to przerażające… ja przecież kiedyś też chcę mieć dłuższy urlop.

W przeciągu kwadransa zadzwoniły do mnie dwie kobiety.
Jedna pani, drugiej pani, dała mój numer z rekomendacją, iż opiekuję się dziećmi.
No owszem opiekuję się i dwoma synkami tej pani też mogłabym się zając, tylko pytanie, kiedy? Między 18 a 8 rano? Proszę bardzo, wtedy jestem do dyspozycji, a przecież wciąż szukam dodatkowej pracy. No, ale pani jednak by chciała w ciągu dnia, tak by czasem odebrać dzieci ze szkoły. Się nie da. To znaczy ja (doskonała opiekunka) nie mogę. W łikendy mogę, ale też już nie w każdy, bo szkołę przecież zaczynam.
Dzwoni druga kobieta, mama Sońki – „masz dzisiaj wieczorem czas?”
Mam, więc tuptam po 9 godzinach spędzonych w jednej pracy, do drugiej pracy.
Wróciłam przed chwilą do domu. Odwiózł mnie tata Soni, nowiusim autkiem, którego marki stał się ambasadorem.
Powiedział, że widzi we mnie bardzo pracowitą osobę, oddaną i obowiązkową. Wypytywał, czym zajmuję się w fabryce. Hedhanterzył:-)

Pomiędzy tymi dwoma telefonami na gadu gadu wyskakuje mi kopertka od mamy Uli, z zaproszeniem na herbatę. Bo Ula z dnia na dzień większa, a ja już tak dawno u nich nie byłam. Oni ciekawi, co u mnie. Ja ciekawa, co u nich.

Druga kopertka na gg z pytaniem od pracowej koleżanki, czy nie znam kogoś w Gdyni, kto by popracował na targach przez 3 dni. Trzeba tak niewiele robić, podłączyć komputer, popilnować stanowiska, może wyrzucić śmieci, albo coś gdzieś zanieść. Sama bym tam pojechała, ale ja pracę mam…

Bezrobocie? Ale gdzie? Chyba tylko wśród śmierdzących leni.

Miał rację, gdy mówił: ‘za mądra na to jesteś’.
Tak, jestem za mądra, ale wciąż brak mi odwagi i wiary by robić coś innego.
Chociaż coraz częściej odczuwam, że powinnam.

Inne jest życie w Gdańsku i w Krakowie. Ludzie jakby inni, choć też przecież Polacy.
Zmagam się z Warszawą. Coraz częściej jednak myślę, że tutaj nie jest moje miejsce. Że to tylko taki kolejny etap w moim życiu. Taki jak ten, gdy mieszkałam przez trzy lata w Gdańsku, czy ten następny, gdy mieszkałam przez trzy lata w Austrii. Jeśli ta cykliczność się powtórzy to gdzie będę za 1,5 roku? Gdzie poprowadzi mnie moje wędrownicze życie?

Uwielbiam podróżować, zwłaszcza teraz, gdy mam w końcu swój dom, gdy wiem, że obojętnie jak się daleko od niego znajdę, to zawsze mogę tu wrócić. Bez zaproszenia.

Cicho sza

1 komentarz

O tajemnicach i sekretach nie należy pisać na blogu.
Zwłaszcza, gdy blog ma ogromną poczytność wśród znajomych.
I już dwupunktowy Page Rank:-)
Dlatego na chwilę zamilkłam.

w kalifornijskim konkursie na pisanki zdobyłam wyróżnienie
jadę w nagrodę do miasta na P w kraju na F:-)

Sen

Brak komentarzy

Obudziłam się punktualnie o 6stej. Bez budzika oczywiście.
Obok mnie na łóżku pod okularami leżały kartki z wydrukowanym mailem.
Przeczytałam (po raz który?)
O kurcze, to chyba nie jest sen.
Podeszłam do komputera, kliknęłam w swojego bolga.
A tam ostatnia notka ‘wisi’ nadal.
O kurcze, to chyba naprawdę nie jest sen.

Umówiłam się na 11stą z Markiem. Idziemy na spacer brzegiem morza z Gdańska do Sopotu. To jest jedna z tych rzeczy, którą kocham. Spacerować brzegiem morza. Brakuje mi takich spacerów w Warszawie.
Do tego czasu poleżę w łóżku.
Bo jeśli TO jednak jest sen, to ja chcę, żeby jeszcze choć chwilkę mi się śnił. Żebym jeszcze mogła w nim pobyć. I czuć to wszystko, co teraz czuję.

Nieeeeeeeeeeeee, ja chyba śnię!

Ale czy można przez sen pisać blogowe notki?
Sprawdzę za kilka godzin, czy ona tu jest, czy się rzeczywiście dodała.
Jeśli będzie, to znak, że mi się TO nie przyśniło.
Że TO prawda.

A wtedy…
O Boże…
Nieeeeeeeeeeeee, ja chyba śnię!


  • RSS