u-filipinki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2007

To była iście męska decyzja, ale musiałam ją podjąć.
Dwóch facetów ogromnie mnie w tym wspierało.
Wielkie dla nich dzięki!

Pogadałam z szefuniem.

Zamykam pewien etap w moim życiu.
Bardzo dobry etap.

Kończy się moja niespełna dwuletnia kariera pracy w fabryce na stanowisku asystentki prezesa, sekretarki, recepcjonistki.

Zawdzięczam tej pracy przede wszystkim możliwość kupna mieszkania, mojego malutkiego eM, o którym tak wiele już tu napisałam. Dzięki stabilnej sytuacji pracowej, mogłam ubiegać się o indeks na wyższej uczelni. Spełniło się moje marzenie sprzed kilku lat – prowadzię biuro i teraz już wiem, że jestem w tym bardzo dobra. Wiele się nauczyłam, bardzo się rozwinęłam.
Jednak w pamięci mam słowa Ó ‘za mądra na to jesteś’.
To prawda, w którą właśnie zaczęłam wierzyć.
Stąd też moja decyzja.

czarny PiaR?

W drogę!

Brak komentarzy

W piątkowym „Życiu Warszawy” przeczytałam artykuł o Kapuścińskim.
Zaczyna się od słów: „Ryszard Kapuściński był wzorem, punktem odniesienia dla wielu dziennikarzy i pisarzy, nie tylko polskich. Pewnie wielu z nich nie czytało nawet książek mistrza, ale miało poczucie, że trzeba go naśladować. Wybrać się w drogę i z radością przyjmować wszystko, co nam ona zaofiaruje”.

Pewnego dnia wybrałam się w drogę. To było dawno temu. Nie zawsze przyjmowałam z radością wszystko co ofiarowała. Czasami przynosiła cierpienie, smutek, dokuczała. Ale szłam nią dzielnie. I pisałam. Pisałam długie listy analogowe z Francji, pisałam maile z Austrii, prowadziłam elektroniczny pamiętnik.

Przykucnęłam na chwilę w Warszawie. Zatrzymałam się, a jednak w Mojej Drodze nie ustałam. Uwiłam swoje gniazdko, z którego teraz planuję wylecieć. W kolejną drogę. W kolejną podróż.

Może tak daleko jak nigdy dotąd. Może w podróż dookoła świata…

I nadal będę pisać. Może więcej niż dotychczas…

Niektórzy czytelnicy strasznie dosłownie traktują moje notki tutaj. Wyprzedzając ich sarkastyczne komentarza napiszę: Nie! Nie porównuję się do Ryszarda Kapuścińskiego. Ale wiele bym dała by osiągnąć taki talent. I będę nad tym ciężko pracować.

Byliście kiedyś na Wyspach Bora Bora?
Mi przytrafiło się to szczęście:-)
Tam będę:

http://www.boraboranui.com/

Tere fere

Brak komentarzy

(Nie) wierny czytelniku, musisz wiedzieć, że potrafię rozpoznać po numerze IP, kto zagląda w te zapiski. Wiec bajki o przedrukach i koleżance z krakowskiego oddziału, to wiesz…:-)
Domenę edipress.pl też nie trudno przyporządkować do osoby.

Już nie ze mną te numerki:-)

kończymy przygodę

Pewnego dnia przestanie obowiązywać mnie klauzula poufności, umowa o zakazie konkurencji, tzw. lojalka. Wtedy usiądę przed komputerem i rozpocznę pisać książkę zatytułowaną po prostu: „Biuro”. Opiszę w niej to wszystko, w co czasem nie mogę uwierzyć, a co ma miejsce w pewnej fabryce. Zaprzyjaźniony scenarzysta po przeczytaniu tej książki zaadaptuje ją na potrzeby filmu. Nakręcony zostanie wieloodcinkowy sitcom. Nie wątpię, że jedynie słuszna telewizja zainteresuje się jego zakupem.
Książka będzie bestsellerem, serial zdobędzie rzesze wiernych widzów, a ja przypadkiem stanę się sławna:-)

Zabrakło czasu na podsumowanie roku, na spisanie ubiegłorocznych sukcesów, których miałam kilka i które w moim przekonaniu są ogromne.

W grudniu 2005 nie miałam gdzie mieszkać, wierni czytelnicy pamiętają pewnie co było przyczyną moich sporych kłopotów lokalowych. Dokładnie rok temu podjęłam decyzję o zakupie mieszkania, a po dwóch miesiącach od podjęcia tej (super trudnej) decyzji, wprowadziłam się do maciupkiego mieszkania na Grochowie. Do MOJEGO mieszkania, ewentualnie do mieszkania banku, ale co tam.

W niedługim czasie po przeprowadzce mogłam się zameldować i wymienić dowód na nowy, na taki, który będzie miał wpisany adres mojego meldunku.
Przestałam być bezdomna w całym tego słowa znaczeniu.

Powolutku wyremontowałam mieszkanie i stało się ono dokładnie tak przytulne jak tego chciałam. Ten dom, jest domem z moich marzeń, oczywiście na miarę moich obecnych możliwości.

Marzyłam o strychu, o takim jak ma wujostwo, o takim na jakim wciąż jest kilka moich kartonów w Gdańsku, o takim by pomieścił moje szpargały, moje sentymenty, moje wspomnienia, walizki, plecaki, sezonowe ciuchy.
Taki strych mam dokładnie nad moim mieszkaniem. Za 40,00 PLN miesięcznie. A niebawem przystępuję do procesu wykupu tego strychu na własność od spółdzielni. To nie będzie pewnie łatwe, ale co tam, już z wieloma trudnościami sobie poradziłam, dołączę i tą do mojego portfolio:-)
Być może uda się ten strych zaadaptować na pomieszczenia mieszkalne, wtedy mała dziura w suficie i mam lokal z pięterkiem. Fantastycznie, prawda?
Ale ten sukces będzie należał do tego roku albo następnego, się okaże:-)

W październiku stałam się studentką psychologii. 10 lat marzyłam o studiach na tej właśnie uczelni. Marzenie się spełniło.
Niestety nie jestem pewna czy sesja egzaminacyjna, którą rozpoczęłam nie będzie pierwszą i zarazem ostatnią w moim życiu. Okazuje się, że jestem pragmatykiem a nie teoretykiem. Dosyć mam tych nudnych wykładów z definicjami, teoriami, eksperymentami. Samo słuchanie jest dla mnie trudne, a co dopiero zrozumienie i nauczenie się. I maksymalnie boję się egzaminów. Oto zamiast uczyć się do nich, ja piszę blogową notkę. Zamiast uczyć się, ja sprzątam mieszkanie, robię pranie, układam ciuchy w szafie, oglądam „Przyjaciół”, wieszam na ścianie zdjęcia. Niedobrze.

Sukcesem ogromnym zaowocowało pisanie bloga – zwłaszcza w roku 2006. Jak pamiętacie, zwyciężyłam kalifornijski konkurs na pisanki, tym samym poznając Grzegorza. A Grzegorz jest mężczyzną również z moich marzeń.

Warto mieć marzenia, warto wierzyć w to, że się spełnią. Tego Wam życzę!

No właśnie.
Co?
Bardzo brakuje mi tego mojego pisania, bo tak jak niektórzy moi czytelnicy, ja też te zapiski lubię.

Życie wypełnia mi po brzegi praca, terapia, chodzenie na uczelnie (nie mylić ze studiowaniem) i miłość.
Zakochałam się, tym razem, bardzo szczęśliwie.

Zatem, żeby móc dalej pisać tego bloga, lub może coś innego, potrzebuję wolnego czasu, albo czasopodwajacza:-) Albo muszę z jakiegoś dotychczasowego wypełniacza zrezygnować. I już wiem, że terapia niebawem się kończy, z miłości na pewno nie zrezygnuję, pozostaje więc złożyć wypowiedzenie w pracy lub oddać indeks na uczelni.

Zgadnijcie co zamierzam:-)

Pewność

Brak komentarzy

W grudniu przeczytałam taki opis na gg: dwie rzeczy są w życiu człowieka pewne: śmierć i ‚kevin sam w domu’ w TV na święta.

To prawda, ja dorzucam jeszcze jedną, moją rzecz.

Jednego nigdy dotąd nie zrobiłam i nigdy w życiu tego nie zrobię.
Nigdy!
Żeby nie wiem co!
Nigdy nie kupiłabym prezerwatyw w Biedronce.
Jejuuu!
Nieeeee!

Ilekroć stoję w kolejce do kasy i widzę, że ktoś zaopatruje się w TEN sprzęt w TYM sklepie to… ech… szkoda pisać :-)))

Pytam się!

Brak komentarzy

Po co?
Po co spadł ten śnieg?!
Czemu nadal pada?
Dlaczego nie mogło być już coraz cieplej?
Komu przeszkadzały te śliczne wiosenne dni?

Buty i nogawki spodni białe od soli.
Chodzę jak ostatni paralityk, zero poczucia stabilności, wczoraj bardzo się poślizgnęłam, gdyby nie samochód, którego się złapałam, to leżałabym na chodniku nieprzytomna ze wstydu i bólu – ooooo jaka to wspaniała pora roku – pieprzona zima!
W górach może być zimno, w górach niech sobie spada sto metrów śniegu, w góry niech sobie jadą Ci wszyscy, których podnieca nartowanie i mróz:-)
JA CHCĘ CIEPŁEJ WIOSNY!

Mam dosyć tej panny!
Jej nietolerancja na dźwięki mnie rozwala.
Po co w ogóle wychodzi z domu?
Każdemu notorycznie, z wyniosłością, zwraca uwagę.
Mam wrażenie, że wszystko jej przeszkadza: zapach perfum, rodzaj dzwonka w telefonie, rozmowy, śmiech…
Może to wszystko, co nie dotyczy jej?
Może to wszystko, gdzie nie dane jej być w centrum uwagi?

Ech… jeśli ktoś nie potrafi pracować w zespole, to może niech zostanie pasterzem i samotnie pasie owieczki w górach…

policzone dni…

2007

Brak komentarzy

Rozpoczął się niebiańsko jeden z najwspanialszych roczników w moim życiu.
Taki z siódemką.
Wróciłam z Neapolu, w którym spędziłam cudowne dni.
Piękne miasto.
Hotel u Wybrzeża Morza Śródziemnego.
http://www.vesuvio.it/
Słońce.
Spacery.
Noworoczne fajerwerki.
Romantyczne kąpiele w wannie pełnej piany.
Pyszne posiłki z regionalnymi potrawami.

Tak się porobiło, że ostatnimi czasy na Lotniku Okęcie bywam częściej niż na Dworcu Centralnym.

Wiele się w moim życiu zmieniło.
Nagle.
Totalnie niespodziewanie.
Za sprawą tego bloga.
I zaczynam wierzyć, że to nie sen.

osiem dwa jeden


  • RSS