u-filipinki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2007

Pożegnałam się w poniedziałek tam, a dzisiaj tu.
Denerwowałam się ogromnie tymi dwoma spotkaniami, ale zupełnie niepotrzebnie, bo okazały się bardzo miłe. Nie przechodzę do konkurencyjnej firmy, nie palę mostów, nie mam zatem powodów, żeby powiedzieć: ‘żegnajcie na zawsze’.
Pracę w fabryce będę wspominać z ogromnym sentymentem. Często będę wracać do niej myślami, być może będę też wracać w moich zapiskach, ale na pewno nie w kontekście wyjawiania klientów, budżetów, kreacji itp. Szkoda moich czytelników zanudzać takimi notkami:-) Są dużo ciekawsze tematy, nieprawdaż?

Podarowano mi dwie ciekawe książki, bukiet ślicznych tulipanów, drewniane pudełeczko z logotypem fabryki i sprzęt do produkcji czekoladowego fondue. Fajowe prezenty, dziękuję!

W niedzielę pojechałam do Krakowa. Słoneczny dzień przetuptłam cały po Rynku i Kazimierzu.
A w środę z Warszawy pojechałam w przeciwnym kierunku, do Gdańska na ostatnie pożegnanie babci moich kuzynek, u której ubiegłej Wielkanocy jadłam rodzinne świąteczne śniadanie.

Chyba już o tym kiedyś pisałam. Jakoś tak się układają moje podróże, zachowując swoistą równowagę, że ilekroć wypuszczam się na południe to zaraz przychodzi mi jechać na północ i vice-versa. I frajdę ogromną z tego mam, że nie siedzę tylko w centrum tego kraju nad skisłą Wisłą.

Witamina, której ogromna ilość znajduje się w bitej śmietanie to BITAMINA i ja dokonałam tego odkrycia!
Bitaminy są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania zdrowego organizmu, stąd spożywane kawy i desery, powinny obowiązkowo zawierać wyżej wymienione źródło, czyli bitą śmietanę kremóweczkę:-)

Jakiś czas temu zlikwidowałam możliwość komentowania notek na snupkowym blogu, ale na szarym nadal ta opcja działa.
Poniżej wklejam nowy komentarz podpisany przez motylą nogę. Bardzo miły komentarz, który napawa mnie optymizmem i wiarą w tych wszystkich dobrych, cierpliwych, wyrozumiałych i obiektywnych czytelników, którzy tu zaglądają.

„czytam te Twoje zapiski, Maryśka i nie mogę wyjść z podziwu dla Ciebie.stworzyłaś tak wiele, mając na wejściu tak mało.choć właściwie…jakkolwiek źle bywało w Twoim życiu, wiadomo było, że się ułoży i wyprostuje.nie mogło być inaczej.masz w sobie ogromny potencjał oraz sporo odwagi by żyć i realizować cele. czytam sobie i narazie jestem na „zegarkach od babci”. dużo przemyśleń mi się nasuwa po lekturze Twojego bloga.
ps.też czasami marzę o emeryturze.wydawało mi się, że to tylko moje zboczenie…w takim wieku!”

Cieszy mnie niezmiernie, że pośród tych, którzy czytają zdecydowanie więcej jest takich, którym moje pisanie się podoba, niż tych, którzy czytają tylko po to, żeby potem z tego szydzić.

Bardzo dziękuję za komentarz. Ciekawam czy motyla noga to ktoś z fabryki?

Zagranica

1 komentarz

W kwietniu odwiedzimy Dublin.
W maju wiosenny Paryż.
W czerwcu śladami bohaterów książki ‘Cień wiatru’ będziemy przechadzać się po Barcelonie.
Czy dotrzemy do Santiago de Compostela by tam przed katedrą kupić muszlę pielgrzymią, symbol św. Jakuba?
Odkąd przeczytałam ‘Pielgrzyma’ zawsze chciałam mieć taką muszelkę uczepioną plecaka jako symbol mojego tułania – pielgrzymowania po świecie.

Chyba nadal nie mogę uwierzyć, że będę podróżować.
Powstała lista krajów, do których możemy zajrzeć podczas wyprawy dookoła świata.
Czyż to nie jest spełnienie snów, których nawet nie śmiałam mieć?

Ostatnio plecak wymieniłam na walizkę, nie gniotą się w niej tak bardzo, moje sukienusie:-)

Wracam ja dzisiaj po pracy do miejsca mojego zamieszkania, a tu tramwaj nie może zatrzymać się na przystanku, na którym zwyczajowo z niego wysiadam.
Nie może, bo policja mu tego zabrania, każe jechać dalej.
W ramach bezpieczeństwa.
To znaczy niebezpieczeństwa raczej.
Obława.
Reporterzy z jedynie słusznej telewizji, kamery, wozy transmisyjne, wozy policyjne, wozy strażackie, pirotechnicy, wszystko dlatego, bo jeden pan sprzątnął niedawno dwóch innych panów, no a teraz policja sprzątnęła jego. Ubranego w trotyl na dodatek. Obok stacji benzynowej.

Praga nigdy nie należała do bezpiecznych dzielnic Warszawy…
Można iść do Biedronki na zakupy i można niechcący już nigdy z tych zakupów nie wrócić, choćby dlatego, że szef jakiejś mafii, biorący lekcje u samych Talibów, będzie miał zamiar zdać z tych nauk najważniejszy egzamin.

Fascynujące zjawisko – ludzie wiedzieli, że w rejonie oznaczonym taśmą policyjną jest niebezpiecznie, ale jakże mocno to tego miejsca lgnęli. Tłumy gapiów – gapiów idiotów?

Pierwszy raz w tym miesiącu poranek spędziłam na Okęciu. Na smutno, bo tym razem było pożegnanie, a nie powitanie.
Poleciał za ocean, by za kilka tygodni znów do mnie wrócić…

Luty był dla mnie bardzo ciężkim miesiącem.
Sesja egzaminacyjna przerosła mnie, przygniotła, rozwaliła zupełnie.
Histeryzowałam jak chyba nigdy dotąd. Egzaminy tak trudne, że wiłam się z nerwów, gdy przyszło mi się do nich uczyć. Na siedem przedmiotów do zaliczenia, miałam dwie poprawki, które, chyba tylko dzięki Bogu, zdałam:-)
No ale skoro zdałam egzaminy z pierwszego semestru, to postudiuję na drugim.
Zatem od najbliższej soboty większość łikendów będę spędzać na uczelni.

Ale nie wszystkie:-)
Na początku kwietnia lecę do Dublina.
W oczekiwaniu na wizę do Stanów, jako obywatelka Europy, będę odwiedzać jej kraje. Po Irlandii może Hiszpania, Portugalia, Austria z kochanym Salzburgiem sentymentalnie…
Uwielbiam podróżować, tylko jeszcze muszę zaprzyjaźnić się z wielkimi ptakami, które te podróże zdecydowanie ułatwiają.
Wielogodzinny lot do Ameryki, gotowa byłam wczoraj wymienić na kilkudniowy rejs statkiem… boję się latania… no ale Titanic i śmierć Leonarda… kurcze… duża ta cała Ziemia, nie da się wszędzie zajść piechotą, choć w ten właśnie sposób najbardziej lubię się przemieszczać:-)

Luty był dla mnie bardzo ciężkim miesiącem, ale jednocześnie wspaniałym.
Spędziliśmy go razem, w moim malutkim mieszkanku. Tak jak tego oboje bardzo chcieliśmy. Chodziłam do pracy, miałam egzaminy, warczałam, gotowałam, piekłam, kochałam. Codzienność. Sprzątał, zmywał, naprawiał usterki, nosił siatki z zakupami, był niezwykle cierpliwy, kochał. Codzienność.
Odprowadzał mnie każdego dnia do pracy, a gdy ją kończyłam czekał na dole w biurowcu, byśmy mogli razem wrócić do domu.
Wspólna kawa przed pracą w Wayne’s Coffee, pogawędki u Bliklego, kolacja w Kredensie, ale też malutka kuchnia i moje w niej gotowanie dla nas.

Dzisiaj rozpoczynam ostatni miesiąc pracy w fabryce.
Oczywiście to, że przechodzę na wcześniejszą emeryturę jest tylko żartem.
Nigdy również nie powiedziałam, że emigruję do Stanów.
Firma, której będę udziałowcem, pewnie najbardziej zaskoczy tych, którzy moją osobę kojarzą jedynie z myciem kubeczków i chodzeniem na pocztę.
Zanim jednak sama stanę się szefem, spędzę kilka tygodniu w domu. Mam wiele książek do przeczytania i napisania też:-) Nie będę się nudzić.

zgadnij kto zgarnął niemały budżet na obsługę hp?
i z jakiej przyczyny?


  • RSS