u-filipinki blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2007

ALOHA STATE

Brak komentarzy

Jutro rano lecę do najmłodszego Stanu Ameryki.
Spędzimy tydzień w Ka’anapali, niedaleko Lahainy, na wyspie Maiu.

18 września ubiegłego roku napisałam na blogu, że chciałabym już iść na emeryturę.
I tak się stało:-)
Chwilkę mojej emerytury spędzę tańcząc Hula, z Lei na szyi, pijąc Mai Tai.
Wulkany, kręte drogi, najpiękniejsze plaże świata.
Bosko!

Wysiadłam z samolotu, powędrowałam do odprawy. Kolejka ludzi długa jak z Nowego Yorku do Paryża. Nie żartuję! Klika samolotów z Azji przyleciało i ci wszyscy skośnoocy ludzie również chcieli przedostać się przez punkt kontroli na lotnisku. Odczekałam. Pewien umundurowany pan zaprosił mnie gestem dłoni. Podeszłam przerażona.
Zawsze w takich sytuacjach, gdzie ma dojść do spotkania z przedstawicielem prawa tego kraju, mam irracjonalne przeczucie, że ta osoba mnie po prostu zastrzeli. Naoglądałam się chyba za dużo amerykańskich filmów. Gdy przejeżdża obok nas policja za każdym razem żegnam się z życiem – wydaje mi się, że oni zanim o coś zapytają to najpierw strzelą. Cierpię na policjofobię.
Pan celnik, czy jak mu tam, mimo terminalu po brzegi wypełnionego ludźmi, postanowił uciąć sobie ze mną pogawędkę, wcale nie krótką. Pytał i pytał, nigdzie tych pytań nie notując, ale bacznie mnie obserwował przez calutki czas rozmowy. Jakaż uboga okazuje się moja znajomość angielskiego w takich sytuacjach. Jestem tak zdenerwowana, że nawet po polsku nie jestem pewna jak się nazywam. Ten pan zapytał się nawet o to czy jestem zaręczona, czy mój fiance jest w Polsce, no i kiedy zamierzam wyjść za mąż. Następnie zrobił mi fotę, zeskanował linie papilarne palca wskazującego (w ambasadzie amerykańskiej też już to zrobili) przywalił odpowiedni stempel i przepuścił przez bramkę. W końcu naprawdę znalazłam się z Stanach.
Nie chcę więcej tego przechodzić. Przecież zaledwie od jego jednego słowa zależało to, czy ujrzę San Francisco z samochodu, czy znowu z samolotu w stronę Europy. Może innym ludziom ta odprawa paszportowa, to sprawdzanie wiz, ten kolejny wywiad po co się przyleciało do USA, nie wydaje się niczym stresującym. Dla mnie to jest stresujące, nie chcę tych nerwów więcej, chcę Zieloną Kartę!:-)

A potem to już było tak jak w Ameryce.
Golden Gate w ciemnych chmurach nocy.
Alcatraz na wyspie w Zatoce San Francisco.
Higway do miasta, w którym mieszkam.

No i dom. Piękny dom, w którym teraz jestem, z malutkim ogródkiem, z basenem, z kotem, z wspaniałą kuchnią, z moskitierami w oknach, z dużą wanną, z ogromnym polem golfowym za płotem, no i z NIM oczywiście:-)

Podobno ludzie dzielą się na takich, którym Ameryka się podoba i na takich, którzy jej nie lubią. Przyjechałam tu również po to, by przekonać się do której grupy ludzi należę.
Tych kilka tygodni pokazało, że czuję się tu bardzo dobrze.
Miasteczko i okolice urocze.
Miliony rozwiązań z różnych obszarów, w których Amerykanie są przynajmniej trzy wielki do przodu względem tego śmiesznego kraju nad Bałtykiem.

Za tydzień lecimy do innego Stanu. Do Stanu położonego na Wyspach. Tak! Filipinka będzie na Hawajach.
Za trzy tygodnie, na trzy tygodnie lecę do Polski.
Za trzy miesiące Italia. Nowy Rok przywitamy w Rzymie.
I jeszcze tyle innych krajów do zwiedzania…

Jestem przeciwna olimpiadzie w Pekinie.
Ogromnie namawiam Was do bojkotu.
Jest kilka stron internetowych, na których można podpisać manifesty.

Że niby budują wspaniałe stadiony, że będzie tak jak nigdy dotąd.
Tylko jakim kosztem?!
Ile ludzi za ciężką pracę dostaje tylko miskę ryżu?!
Ile ludzi jeszcze zginie bo Chiny zbroją kraje, do których Zachód nie chce wysyłać broni?!
Ile lat musi jeszcze minąć aby Tybet odzyskał niepodległość?!

Jeśli mimo wycofania się ważnych krajów (gorąco na to liczę i popieram) olimpiada się odbędzie, to nie poświęcę jej ani minuty. Nie obejrzę jej otwarcia, zamknięcia i całego okropnego środka.

Krew rozlewana przez komunistów.
Niczego się nie nauczyliśmy?

p.s.
I jeśli tylko się da to unikam produktów made in china. Ale o zgrozo, jakże często się nie da…

Francuski dziennik Le Figaro opisuje chorobę prezydenta Polski w kontekście kryzysu politycznego, poświęcając temu jedną trzecią strony.
W Gazecie Wyborczej znajdziemy zaledwie wzmiankę na stronie szóstej, dotyczącą wirusa, który przywiódł głowę państwa do szpitala MSWiA.

Świętowanie rocznicy naszego poznania trwać będzie zawsze przez dwa dni.
W ten łikend przypadła pierwsza rocznica.
Pierwszego września ubiegłego roku, późną nocą, Grześ napisał do mnie maila, wysłał go jeszcze w piątek. Ale u mnie była już sobota, drugi dzień września. Dzięki strefom czasowym dwa dni tworzą to nasze pierwsze (pośrednie, bo poprzez Internet) spotkanie-poznanie.

Zajrzałam do archiwum. Tamten sierpień taki zapłakany, taki smutny, taki do niczego. Czasem przebłyski śmiechu i radości, ale głownie łzy. We wrześniu pisałam o barometrze życia, że wskazówka na samym dnie.
Czy odczytawszy pośród wielu maili z prośbą o hasło, ten mail od niego, przypuszczałam, że moje życie tak bardzo się odmieni? Jasne, że nie. Ale przecież miałam całą walizkę marzeń. Wtedy chyba ją otworzyłam. Marzenia zaczęły się spełniać.
Minął rok.
Spełniło się ich wiele.
Dzisiaj jestem w Ameryce.
Dzisiaj jest niedzielny wieczór, a ja nie spinam się z powodu tego, że jutro rano poniedziałek i muszę iść do pracy. To boskie uczucie totalnego relaksu.
Jest mi tak dobrze, jak nigdy dotąd w całym moim trzydziestoletnim życiu.

Dziękuję Ci za tamtego maila.
I za cały ten rok.
Za wszystko.

ALF śpiewa do Kate i Willie’go:
ALF: Happy Anniversary! Happy Anniversary! Happy Anniversary!
WILLIE: What is going on?
ALF: What? Lyrics too complicated? HAPPY ANNIVERSARY!!! :-)


  • RSS